Motocyklistki Legii

Motocyklistki Legii

Alternat
Wojnarowska na motocyklu AJS podczas otwarcia toru motocyklowego Legii w dniu 30 sierpnia 1930 r. Tym razem nie startowała a tylko pozowała i uśmiechała się z motocykla do kamery.

„Motocyklistki należą na razie jeszcze do rzadkości toteż trudno o stworzenie dla nich specjalnych konkurencji. Nieliczne odważne startują na równi z mężczyznami” pisał Kurjer Czerwony w 1939 r. W Legii, która działalność motocyklową rozpoczęła 10 lat wcześniej do wybuchu wojny były trzy takie odważne – Długokęcka, Rotwandówna i Wojnarowska.

Skąd informacje?

O dziewczynach startujących w zawodach motocyklowych przed II wojną nie jest łatwo znaleźć informacje w archiwach państwowych bo osobnej kategorii sportowej dla nich nie było. W wojsku także nie służyły więc nikt im teczek personalnych nie zakładał. Sporo ciekawych informacji można natomiast znaleźć o przedwojennych motocyklistkach na blogu Doroty Rawicz-Lipińskiej, która od lat publikuje wyniki własnej kwerendy prasowej z tego tematu.

W zasadzie prasa jest jedynym szerszym źródłem informacji z epoki o motocyklowych dziewczynach. Mam jednak wrażenie, że gazety jeżeli już o nich wspominały to nie z powodu ich sukcesów sportowych ale raczej w formie ciekawostki przy okazji opisywania „męskiego” sportu. Przyznam się, że ja również początkowo potraktowałem ten temat jako ciekawostkę ale im dłużej składałem obraz o motocyklistkach z Legii z dostępnych strzępów informacji, tym bardziej się utwierdzałem w przekonaniu, że warto te puzzle poukładać aby poznać ich historię.

Motocyklowe sportsladies

Banalnym byłoby zacząć od tego, że kobietom – motocyklistkom w dwudziestoleciu międzywojennym wcale nie było łatwo. Jednak inaczej po prostu nie wypada zacząć.

Regulaminy zawodów promujące całkowitą samodzielność zawodników wymuszały od kobiet na motorach nabycia szeregu cech jakich na co dzień nie musiały prezentować. Konieczność posiadania niemałej wiedzy o budowie i działaniu motocykla, umiejętności naprawczych na poziomie zaawansowanego mechanika, znacznej siły i kondycji fizycznej, znajomości topologii, meteorologii, orientacji w terenie, umiejętności jazdy terenowej, szosowej a najlepiej też torowej oraz niezbędnego zamiłowania do grzebania się w częściach uwalanych smarami i olejami nieco tłumaczyły tę prasową otoczkę sensacji w opisie wizerunku motocyklowych sportsladies. Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że mimo niewielkiej liczby moto-dziewcząt w Polsce nie odstawały one od pozostałej rzeszy motocyklistów, a były wśród nich takie, które poziomem sportowym przeskakiwały swoich motocyklowych kolegów.

Przeciwnicy motocykla twierdzą, że jako sport mechaniczny, nie rozwija on fizycznie. Tym wszystkim osobom radzę wziąć udział w wyścigu, a nawet w raidzie po polskich drogach: może zmienią zdanie, gdy wypadnie im siedzieć przez 16 godzin na siodełku, a niewytrenowane ręce popuchną od kierownika. Może inaczej zaśpiewają, gdy krzyż im zdrętwieje, a nogi, od ściskania szerokiego zbiornika benzyny, staną się jak wałki z ciasta. – pisała na podstawie swoich wrażeń rajdowych Janina Rotwandówna. (Rocznik sportowy 1934)

Dwudziestolecie międzywojenne to czas gdy obraz kobiet w sporcie zmieniał się diametralnie. W Warszawie z początku wieku zdarzało się, że kobiety na trybunach mdlały na odgłos wystrzału z pistoletu startera. Słaba popularyzacja sportu sprawiała, że w latach 20-30 dyscypliny z powodzeniem uprawiane przez sportsgirls nadal były dla wielu widzów nowością. W 1929 roku w prasie toczyła się dyskusją nad zasadnością używania rowerów sportowych przez kobiety. Rowerów, które w konkurencjach męskich używane były na terenie Polski już od prawie pół wieku! Całkowicie męska dyscyplina jaką była piłka nożna jeszcze 15 lat wcześniej w Warszawie, uważana była przez kobiety za sport brutalny i niedżentelmeński, a prasa jeśli w ogóle decydowała się o niej informować to tylko w krótkich notatkach na ostatniej stronie pomiędzy rubrykami o wypadkach i kradzieżach.

Motocyklizm na początku lat 30 uważano za sport znacznie bardziej ekstremalny i niebezpieczny od piłki nożnej. Było w tym sporo racji, bo w każdym sezonie sportowym zawodnicy motocyklowi ulegali licznym wypadkom, często śmiertelnym, niezależnie od tego czy odbywały się na torach, rajdach czy podczas wyścigów szosowych. Kobiety w tym czasie podziwiano w dyscyplinach lekkoatletycznych, pływaniu, wioślarstwie, strzelectwie ale żeby w wyścigach motocyklowych? Nie, w rzeczywistości przedwojennej zdecydowanie nie był to sport współbieżny z wizerunkiem ówczesnych kobiet.

Rotwandówna – wyścigi i rajdy terenowe

W przypadku Janiny Rotwandówny, sporo o jej pasji motocyklowej możemy dowiedzieć się od niej samej. Szczęśliwym splotem okoliczności była bowiem zarówno aktywną motocyklistką jak i dziennikarką pracującą miedzy innymi dla „Kuryera Porannego” i „Kuriera Warszawskiego”. Poza prasą codzienną pisała też o sporcie do kobiecego „Startu”, branżowego „Kolarza i Motocyklisty” oraz wojskowego „Stadjonu”.

Wiedziała o czym pisze. Często reportaże wzbogacała własnymi przeżyciami wynikającymi ze startów w motocyklowych zawodach. Dzięki powiązaniu pasji z pracą, dość wyraźnie możemy dziś sobie zobrazować jej sportową sylwetkę.

Zaczęło się wszystko dwa lata temu, w moim pierwszym sezonie motocyklowym. Byłam wówczas szczęśliwą posiadaczką malutkiego dwutakta, powiązanego drutem i strasznie obdrapanego od stałych zetknięć z taksówkami i latarniami ulicznemi. Miałam bowiem bardzo mało umiejętności i bardzo dużo ambicji, w imię której usiłowałam zaimponować kolegom redakcyjnym akrobacjami pod oknem jednego z wielkich dzienników stołecznych. Kończyło się zawsze tem, że koledzy doradzali mi jazdę… autobusem, a wąsaty policjant podejrzliwie przyglądał się mojemu prawu jazdy. Mimo to nie zrażałam się i z idiotycznym uporem postanowiłam zostać prawdziwą motocyklistką. A że warjatom zwykle szczęście sprzyja wzięłam więc udział w paru rajdach i zjazdach, zakończonych owacjami, plakietami i bukietami, które po raz pierwszy w życiu pozwoliły mi odczuć, że jestem kobietą… (Start 6/1932)

Na tym dwutakcie „powiązanym drutem” udało się jej osiągać jednak całkiem niezłe wyniki. Mocno zużyty motocykl DKW z silnikiem o pojemności 175 ccm musiał już wówczas dostarczać jej sporo frajdy skoro poza startami w Warszawie decydowała się na nim wypuszczać w dalekie trasy, na rajdy do Grudziądza czy Bydgoszczy.

W obsadzie najlepszych zawodników warszawskich wystartowała na DeKaWce całkiem udanie w Rajdzie Dookoła Warszawy 1930 r., zorganizowanym przez PKM.

Z tych zapisków i przebiegu kariery sportowej Rotwandówna jawi się nam zawodniczka niezwykle ambitna. W początkach kariery motocyklowej najwyraźniej zamierzała startować chyba w każdej nadarzającej się imprezie wyścigowej, nie dostrzegając przy tym ograniczeń sprzętowych. Gdy w sierpniu 1930 roku dowiedziała się, że Legia organizuje ponad 1000 kilometrowy rajd „Szlakiem Marszałka” też bez wahania zapisała się na listę startujących.

(…) byłam pełna zapału i postanowiłam stanąć do wielkiego raidu Warszawa—Wilno—Warszawa. Tu jednak napotkałam na niespodziewany opór rozsąd­niejszych kolegów klubowych i musiałam się zgodzić, że mój powiązany drutem grat nie nadaje się do 1000-kilometrowej imprezy. Władza klubowa wyznaczyła mi miejsce za bufetem, w którym mieli się pożywiać po przybyciu do mety zgłodniali raidowcy. Ustąpiłam więc, postanawiając, że następny raid do Wilna nie obejdzie się beze mnie.

Janina Rotwandówna na BSA 350 w 1932 r.

Tak też się stało. Wystartowała do trudnego rajdu „Szlakiem Marszałka” nie tylko w 1931 roku ale i w kolejnych. W dalszych sezonach odnajdujemy ją na listach startowych w rajdach plakietowych, gwiaździstych, wyścigach regionalnych i długodystansowych rajdach Warszawa-Gdynia. Dzięki współpracy Legii z firmą importującą motocykle BSA, Janina Rotwandówna przesiadła się z „obdrapanego dwutakta” najpierw na motocykl BSA o pojemności silnika 250ccm, a w kolejnych latach na silniejszą 350-tkę tej samej firmy.

Dla kolegów Janeczka, dla czytelników Jackie

Rotwandówna urodziła się w Warszawie około 1909 roku. Mieszkała niedaleko stadionu Legii, przy ulicy Wiejskiej 18. Uczęszczała także do szkoły znajdującej się na tej ulicy, prywatnej pensji Jawurkówny i Kowalczykówny przy Wiejskiej 5. Było to renomowane, warszawskie gimnazjum dla dziewcząt, w którym uzyskała solidne wykształcenie oraz bardzo dobrze opanowała języki rosyjski i niemiecki. Już na etapie stażów dziennikarskich doskonale operowała też językiem angielskim, który stał się podstawą dla dalszej jej pracy jako tłumaczki, oraz kariery dziennikarskiej.

W gimnazjum do klasy chodziła razem z Antoniną Neumanówną, znaną w latach 30 tenisistką Legii. Obie dziewczyny nie tylko się znały ze szkoły ale najprawdopodobniej w tym samym czasie trafiły do Legii.

W redakcjach warszawskich dzienników Rotwandówna pracowała z kolei razem ze Stanisławem Mielechem, twórcą Legii i najprawdopodobniej właśnie ta znajomość nie pozostała bez wpływu na jej przynależność klubową. Stanisław Mielech jako znany dziennikarz i ówczesny prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy polecił młodych, zdolnych stażystów redakcyjnych do pracy referacie prasowym tworzącej się sekcji motocyklowej. Rotwandówna podjęła współpracę z motocyklową Legią i wszystko na to wskazuje, że tam zaraziła się bakcylem motosportu.

Kiedy proszono mnie o napisanie artykułu o sporcie motocyklowym, ucieszyłam się bardzo, że są jednak na świecie mądrzy ludzie, którzy jazdę na motocyklu uważają za sport. W czasie bowiem mojej pięcioletniej „karjery” motocyklowej, ludzi takich spotkałam w Polsce mało: jedni z nich uważali motocyklizm za nowoczesne szaleństwo, przyjemne dla malej garstki „wtajemniczonych”, bardzo przykre natomiast dla ogółu „trzeźwo myślącego społeczeństwa”, inni zaś posunęli się aż do opinji, że motocykl jest środkiem pomocniczym do uprawiania pijaństwa i rozpusty w podmiejskich lokalach rozrywkowych o podejrzanej reputacji. (Rocznik sportowy 1934)

Zarówno kariera sportowa jak i dziennikarska Rotwandówny wyraźnie korelowały ze sobą. W Polsce startowała w zawodach a następnie opisywała swoje boje na łamach tygodników promując tym samym sport motocyklowy w kraju. W klubie była wyraźnie lubianą osobą, a koledzy nazywali ją zdrobniale „Janeczką”. Za granicę jeździła natomiast relacjonować najważniejsze na świecie wyścigi motocyklowe jako korespondentka polskiej prasy. Ponieważ zaprzyjaźnieni Anglicy i Irlandczycy wymawiali jej imię w taki sposób jakby chodziło o materiał krawiecki na sukienki, przyjęła łatwiejszy dla obcokrajowców pseudonim „Jackie”. W taki też sposób podpisywała swoje artykuły.

W Legii najbardziej się zaprzyjaźniła z Mieczysławem Rajchmanem i Tadeuszem Szumowskim, z zawodników innych klubów najsympatyczniej wspominała Harry’ego Webba i Waltera Buckleya, dwóch Anglików startujących w barwach łódzkiego Unionu oraz Elę Goldberżankę, motocyklistkę z Łodzi.

Bardzo dobrą znajomość języków ułatwiała Rotwandównie pracę korespondenta zagranicznego. Często wyjeżdżała. Reprezentowała Polskę na Kongresie Federacji Motocyklowych w Londynie w 1930 r. oraz recenzowała najważniejsze wystawy producentów motocykli np. Olimpia Show z Anglii w 1934 r. Była korespondentką najbardziej prestiżowych wyścigów terenowych na świecie – Tourist Trophy na wyspie Man. Nawiązała w ten sposób szereg kontaktów. Poznała osobiście większość światowej klasy zawodników i mistrzów wyścigów motocyklowych, a z niektórymi się nawet zaprzyjaźniła, w tym z 10-krotnym mistrzem Tourist Trophy, Irlandczykiem Stanleyem Woods`em, z którym kontakt utrzymywała następnie przez lata.

Jako dziennikarka miała najwyraźniej dużą łatwość nawiązywania kontaktów a także umiejętność zjednywania sobie ludzi. Muszę przyznać, że budując biogramy wielu ludzi po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją gdy wszystkie osoby, znające osobiście Rotwandównę wspominają ją wyjątkowo ciepło i z wyraźną sympatią. Może przez to, że uchodziła za osobę z „dużą dozą zaraźliwego humoru” jak pisali o niej koledzy – redaktorzy z tygodników sportowych. Na pewno miała sporo dystansu do swojej osoby i potrafiła umiejętnie z siebie żartować. Do kandydatek na motocyklistki pisała w Starcie:

Moja namiętność do uczestnictwa w długich i męczących rajdach motocyklowych, do grzebania się w motorze z zawalaną smarami twarzą i połamanemi paznokciami, odebrała mi nie tylko cały „sex-appeal”, jaki mogłam kiedykolwiek posiadać, ale także serce przemiłego rudego kapitana angielskiej Royal Air Force, który machnął ręką i pojechał do Kanady… Niech to będzie dla was przestrogą, drogie sportsladies-to-be! A jeżeli jeszcze macie jakieś wątpliwości – przyjdźcie na metę któregoś z dłuższych rajdów motocyklowych, gdzie zobaczycie mnie z mieszaniną kurzu i oleju na twarzy, z rękami porytemi krwią i błotem, w zabłoconem ubraniu i butach. A potem zastanówcie się, czy mogłybyście się zakochać w takiej kreaturze. Bo ja – nie!

Rotwandówna we wspomnieniach innych osób przedstawiana jest również się jako osoba szczera i uczciwa. Józef Balcerzak, wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „Jazz” wspomina ją dosłownie jako osobę o nieskazitelnej czystości moralnej. W artykułach zawodniczki znajdujemy też relacje z rajdu, w której opisuje jak przyznała się sędziom, że skorzystała w czasie zawodów z niedozwolonej pomocy.

... Akurat nadjechało auto sędziowskie. Podniosłam rękę. Stanęli. „Panie komandorze, obca pomoc była. Niech Pan pisze 100 karnych. Trudno, się mówi.” Komandor uśmiechnął się i zapisał. Reszta zrobiła duże oczy – w pierwszej chwili nie wiedziałam dlaczego. Bo u nas podobno nie ma zwyczaju przyznawać się.
(…) do tej obcej pomocy przyznałam się dlatego, że mnie tak nauczono od początku mojej karjery sportowej. Nie była to ani „wysoka etyka spor­towa”, ani nawet kiszoterja, tylko po prostu samolubstwo. Po­ prostu zastanowiłam się, co sprawi mi większą radość — czy ten blaszany garnek, zwany pompatycznie puharem, czy też własne zadowolenie i uznanie moich dwóch partnerów, naj­czystszych i najuczciwszych sportowców, jakich można gdzie­kolwiek spotkać. Może nawet nie ich uznanie, ale świadomość, że oni postąpiliby tak samo.

Dziewczyna o wielu pasjach

Mało znanym faktem jest, że Janina Rotwandówna była również korespondentką radiową i w tej funkcji uczestniczyła w pracy przy relacjonowaniu meczów… piłkarskich. Wchodziła też w skład delegacji prasowej na meczu Irlandia – Polska w 1938 roku z Dublina a jej wypowiedzi, po gali oficjalnej i spotkanie z oficjelami cytowała irlandzka prasa.

Nasi działacze i zawodnicy doświadczyli największego dreszczyku życia, gdy zostali przedstawieni premierowi Irlandii, panu de Valera – mówiła Janina Rotwandowna, polska reporterka sportowa.

Miała także bliżej nie ustalone kontakty z wojskowym klubem Arsenal Londyn, podobno tam również zaskarbiła sobie sympatię i stała się ulubienicą „Kanonierów”.

Pracowała też jako tłumaczka dla zagranicznych koncernów filmowych np. United Artist czy London National Film Corporation przy tłumaczeniach filmów na język polski oraz jako jedyna polska korespondentka czasopisma Melody Maker. Poza sportem motocyklowym Rotwandówna miała bowiem jeszcze jedną pasję – był nią jazz!

Przez znawców tematu uznawana jest dziś za zasłużoną propagatorkę jazzu w Polsce. W drugiej połowie lat 30 marzyła o stworzeniu pierwszego polskiego pisma muzycznego. Nie udało się jej to, ponieważ środowisko wydawnicze nie dostrzegało wówczas potencjału w tej branży, ale ziarno zasiała a ludzie, którzy z nią współpracowali, zaszczepieni pomysłem po wojnie założyli pierwszy muzyczny miesięcznik „Jazz”.

Robiła w domu płytowe jam session – przeciętnie przywoziła (z wyjazdów zagranicznych – przypis G.K) 25 do 30 płyt. I wtedy zapraszała muzyków. Zasilała ich repertuarem i dawała możliwość osłuchania się. Czasami dla hecy śpiewała a la Armstrong (…) Miała wielki pokój, a na ścianach oprawione pod szkłem fotosy całej światowej czołówki jazzu, wszystkie z autografami „Dla najdroższej Jackie”. Szczególnie dumna byłą z autografu Bennego Goodmana. Była zakochana także w trębaczach, szczególnie w Harrym Jamesie. Przywoziła tez płyty Raya Noble’a i Harry’ego Roya.

Pod obcym nazwiskiem

Po wybuchu wojny Rotwandówna musiała się ukrywać. Matka Janiny pochodziła z polskiej rodziny Kuliczkowskich. Nazwisko ojca, Rotwand wiązało ją natomiast z bardzo znanym przed wojną rodem filantropów warszawskich o korzeniach żydowskich, twórców pierwszej uczelni technicznej w Stolicy, Szkoły Stanisława Rotwanda i Hipolita Wawelberga. Rodzina Rotwandów od lat była całkowicie spolonizowana, a stopień pokrewieństwa Janiny był dosyć daleki od tych najbardziej znanych postaci rodu. Dla nazistów i tak była wrogiem z racji pochodzenia, identyfikowanym po nazwisku.

Fałszywe papiery pomógł załatwić Wacław Kossowski, kolega z sekcji motocyklowej Legii. Janina Rotwandówna ukrywała się od tej pory pod nazwiskiem Hanny Kossowskiej. Wstąpiła również do konspiracji. Znajomość języków i kontakty zagraniczne lokowały ją w pracy przy tłumaczeniach i redakcji tekstów do biuletynów. W ten sposób pod przykryciem dotrwała do 1943 roku. Potem informacje na temat jej losów się rozmywają.

Słynna polska lekkoatletka, Stanisława Walasiewiczówna wspominała po wojnie Rotwandównę następująco:

Najbardziej przyjaźniłam się z wspaniała dziewczyną, motocyklistką, Rotwandówną. – Wiem, że potem, podczas wojny więzili ją Niemcy w gestapo. Podobno ją nawet wypuścili, ale aresztowali ponownie i od tej pory wszelki ślad po niej zaginał. Dotąd jeszcze nie mogę się pogodzić ze stratą tej jedynej, największej mojej przyjaciółki w Polsce. (Wieczór 82/1946)

Nieco rozszerza historię losów Rotwandówny jej przyjaciel sprzed wojny Józef Balcerzak:

Po wojnie dowiedziałem się, że „Jackie” padła ofiarą donosu i została zgładzona. A miała czysto słowiański wygląd, nic nie świadczyło o „krzyżówce” w rodzinie… Nie miałem większego przyjaciela od niej. Z nikim innym nie mogłem dzielić swoich zainteresowań… (wypowiedź red.naczelnego „Jazz” Józefa Balcerzaka z książki Historia Jazzu w Polsce)

Dla Archiwum Historii Mówionej opowiadała między innymi o aresztowaniu Rotwandówny Janina Wyżnikiewicz, córka właścicielki kamienicy, w której mieszkała Rotwandówna aka Kossowska. Zdarzenie miało miejsce w czerwcu lub lipcu 1943 czyli w okresie kiedy polskie Państwo Podziemne stało się ofiarą największych denuncjacji w konspiracyjnej działalności za sprawą Ludwika Kalksteina i Blanki Kaczorowskiej. Aresztowano wówczas wielu ludzi pracujących w konspiracji, również gen. Bora-Komorowskiego. Być może jakiś odprysk tamtych wydarzeń był również przyczyną zniknięcia Janiny Rotwandówny?

(…) tam mieszkała Hanka Kosowska, naprawdę nazywała się Rotwandówna. (…) była w konspiracji. Nieraz pomagałam jej pisać na kliszach jakieś biuletyny. Ludzie mieli do siebie zaufanie – tamta mi pokazywała radio, ta dawała klisze do przepisywania. Została aresztowana gdzieś w początku lipca czy w końcu czerwca. Nie w domu, nie wiedzieliśmy gdzie. Dowiedzieliśmy się dopiero w ten sposób, że z Pawiaka przyszły przez pocztę jej kartki żywnościowe.

Na listach wywozowych z Pawiaka do obozów koncentracyjnych jej nie ma, ale jak wiadomo tego typu dokumentacja jest niepełna. Z kolei w książce „Szkoła na Wiejskiej”, pracy zbiorowej pod red. Andrzeja Soltana wydanej przez Muzeum Historyczne m.st.Warszawy podano, że Janina Rotwandówna zginęła w getcie warszawskim. Nie znam źródeł na jakach oparli się autorzy książki, ale ta wersja jest jednak mało prawdopodobna. Przeczy temu chociażby relacja pani Janiny Wyżnikiewicz gdyż wskazany przez nią czas aresztowania miał miejsce już po likwidacji warszawskiego getta.

Najbardziej prawdopodobnym wydaje się, że Janinę Rotwandównę rozstrzelano w egzekucji ulicznej więźniów Pawiaka, które na masową skalę przeprowadzane były przez Niemców od jesieni 1943 roku.

Wojnarowska – wyścigi na torze

Wojnarowska w nietypowym stroju na motocyklu BSA 250

No cóż, tutaj muszę zacząć nietypowo. Staram się nie pisać o hipotezach ale o pani Wojnarowskiej tak naprawdę więcej jest zagadek, niż sprawdzonych wiadomości.

W zasadzie jedynie pewne jest to, że do Legii wstąpiła w 1930 roku w momencie otwarcia sekcji motocyklowej. Wiadomo też, że brała udział w wyścigach na czas na torze Legii. Wcześniej najprawdopodobniej nie startowała, ale nie można wykluczyć, że miała jakieś motocyklowe początki w warszawskim AZS. W klubie akademików w tym samym czasie startowała znana już wówczas lekkoatletka, Helena Woynarowska. Wszechstronna sportsmenka, wieloboistka, a z zainteresowań również śpiewaczka – sopranistka zespołu „Te cztery”. Nie udało mi się znaleźć jednak żadnych koligacji pomiędzy obiema paniami ale nie wykluczam takowych, tym bardziej, że trudno mi się oprzeć wrażeniu, że obie panie są do siebie podobne.

Zapis nazwiska przez „y” lub „j” nie ma tu znaczenia ponieważ bardzo często nie tylko prasa, ale nawet w oficjalnych dokumentach klubowych stosowano uproszczony zapis fonetyczny nazwisk. Niczego zatem nie można wykluczyć. Równie dobrze motocyklista Legii mogła w rzeczywistości nosić nazwisko Woynarowska.

Helena Woynarowska, siostra? kuzynka? a może osoba bez żadnego pokrewieństwa? Niewątpliwie jednak podobna do Wojnarowskiej z Legii.

Tak naprawdę jeżeli chodzi o Wojnarowską z Legii to trudno nawet ustalić jak rzeczywiście miała na imię. W skromnych dokumentach po sekcji motocyklowej znalazłem jeden zapis gdzie pisano o „M.Wojnarowskiej”. Z kolei podczas jej startu w wyścigach torowych na stadionie Legii w dniu 9 listopada 1930 r. tygodnik „Stadjon” uwiecznił ją na fotografii podpisując zdjęcie „…dzielna motocyklistka pani Mart,”. No właśnie, „Mart” – najprawdopodobniej z błędem, gubiąc ostatnią literę jej imienia. Zakładam bowiem, że „Mart” to Marta chociaż równie prawdopodobne, że mogła mieć na imię np. Martyna.

M.Wojnarowska na rękach kolegów z sekcji motocyklowej Legii po zakończonym wyścigu na torze 9 listopada 1930 r.

Wojnarowska zniknęła z informacji prasowych stosunkowo szybko. Być może nie odnosiła większych sukcesów, być może wyszła za mąż i zmieniła nazwisko? Widać ją jeszcze na zdjęciach z zawodów klubowych Legii w 1934 r. podczas „Święta Motocyklowego” i Zjazdu Gwiaździstego do Warszawy. Ubrana w kombinezon motocyklowy, stoi z pucharem przed budynkiem klubowym Legii, obok motocykla AJS.

Załoga Gedanii 6 maja 1934 r. zwyciężyła w zjeździe plakietowym do Warszawy. Po prawej prezes gdańskiego klubu z pucharem dla najlepszej drużyny, na motocyklach przed nim siedzi ekipa z Pomorza, po lewej Wojnarowska z pucharem, najprawdopodobniej za jakąś dodatkową konkurencję. Tego dnia odbywały się także liczne zawody w ramach zorganizowanego przez Legię Święta Motocyklowego.

Długokęcka – wyścigi szosowe

Ostatnią znaną mi zawodniczką przedwojennego teamu motocyklowej Legii była pani Długokęcka. Niestety w jej przypadku wyniki kwerendy są podobne jak w przypadku Wojnarowskiej. Nie wiadomo o niej praktycznie nic poza tym, że startowała w barwach wojskowego klubu latach 1930-1932. Ze skromnych spisów list członkowskich wiemy, że jej imię zaczynało się na literę „K”.

O ile Rotwandównę i Wojnarowską można wyszukać na rożnych fotografiach to po Długokęckiej pozostało jedynie kilka notatek prasowych. Z ich analizy oraz z przeglądu wyników jakie osiągała prezentuje się jako zawodniczka czyniącą systematyczne postępy. Startowała głównie w zawodach szosowych, rajdach gwiaździstych i plakietowych.

W powyższym rajdzie najlepszą z trzech startujących dziewcząt była Długokęcka pokonując trasę na Harleyu 750 ccm. To chyba była jej ulubiona marka motocykla bo w innych rajdach też startowała na takich motorach. W tym samym roku zajęła też trzecie miejsce w zjeździe gwiaździstym do Łodzi organizowanym przez klub Bar-Kochba Łódź.

Do końca 1931 Długokęcka aktywnie uczestniczyła w startach. W 1932 roku nagle przestała brać w nich udział. W jednym z dzienników łódzkich znalazłem krótką notatkę o wypadku motocyklowym z udziałem niejakiej Kazimiery Długokęckiej z Warszawy. Nie mam pewności czy zawodniczka Legii i pani Kazimiera z notatki to ta sama osoba. Z opisu wynika, że chodzi akurat o pasażerkę motocykla, ale być może poniższa notatka prasowa ma coś wspólnego z K.Długokęcką z Legii i tym, że po 1932 roku nie znalazłem żadnych więcej informacji o jej startach w zawodach motocyklowych.

Najstarszy film o Legii

W prasie z lat 30-tych udało mi się kiedyś trafić na informację o Marianie Kurleto, lekkoatlecie a następnie instruktorze lekkiej atletyki, który w ostatnich latach kariery związany był z warszawskim klubem. Podano w niej trochę mimochodem, że pasjonował się filmem krótkometrażowym i nakręcił o Legii kolarskiej film z otwarcia toru kolarsko-motocyklowego w Warszawie.

W Filmotece Narodowej znajduje się 38 sekundowy fragment najprawdopodobniej właśnie z tego filmu. Przedstawia zawody zorganizowane 30 i 31 sierpnia 1930 r. w dniu otwarcia toru na stadionie Legii. W zachowanym fragmencie na pierwszy rzut oka wiele o motocyklowej Legii nie ma. Pokazany jest nowy tor, fragment boiska i kolarzy ścigających się podczas zawodów. Okazało się jednak, że poza zawodami kolarskimi operator zarejestrował w końcowych fragmentach zgromadzonych przy torze ludzi.

Po bliższym przeanalizowaniu tego krótkiego fragmentu okazało się, że uwieczniono tam kilka flagowych postaci świeżo powołanej do życia Sekcji Motocyklowej Legii. To unikalny i jedyny znany mi zapis filmowy tego typu. Filmoteka Narodowa nie udostępnia do publikacji na stronach internetowych materiałów filmowych które jak ja są osobami fizycznymi, dostałem jednak zgodę zamieszczenie linku na blogu do tego filmu.

Co tam na filmie widać?

Przez pierwsze sekundy prezentowana jest panorama toru a następnie zawody kolarskie w dniu jego otwarcia. W drugim ujęciu widzimy jak Niemiec Hans Dasch zwycięża Francuza Maurice Perrina w biegu eliminacyjnym. Jest też prezentacja zwycięzcy zawodów, ówczesnego Mistrza Polski Henryka Szamoty na tle kolarzy i organizatorów z Legii.

Nas interesuje najbardziej ostatnich 8 sekund filmu. Widzimy w tym krótkim fragmencie jak z motocykla Józefa Dochy, marki AJS uśmiecha się pani Wojnarowska. Dalej możemy zobaczyć czterech najbardziej utytułowanych członków sekcji motocyklowej, mistrzów konkurencji sprinterskich. Od lewej: Edward Langier (w kasku wyścigowym – tzw.donicy) , Emil Schweitzer (trzyma kask BMW), Tomasz Frankowski (w czapce i goglach) i Józef Docha (w okularach i berecie).

Z kolei najwyższy na drugim planie to Ernest Wittmann – tenisista, który zawodnikiem Legii stanie się dopiero w 1933 roku. Tego dnia na filmie znalazł się najprawdopodobniej trochę przypadkowo. Obok, na Agrykoli rozgrywano tenisowe mistrzostwa Polski, w których brał udział.

[ Źródła i archiwa: 
Centralna Biblioteka Wojskowa, 
Centralne Archiwum Wojskowe, 
Narodowe Archiwum Cyfrowe, 
Raz Dwa Trzy,
Przegląd Sportowy,
Kuryer Poranny
Motocykl i Cyclecar,
Archiwum historii mówionej - wspomnienia Janiny Wyżnikiewicz,
Szkoła na Wiejskiej - praca zespołowa, Muzeum Historyczne m.st. Warszawy 
Blog Doroty Rawicz-Lipińskiej - Dawne polskie motocyklistki,
Filmoteka Narodowa - Repozytorium online, sygn.MF.640 ] 
Licencja Creative Commons
Ten artykuł (z wyłączeniem zdjęć) jest dostępny na licencji:
Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe.
Obowiązuje podanie źródła - nazwisko autora lub adres bloga (legia.warszawa.pl)
Zdjęcia pochodzące ze źródeł innych niż archiwum autora mogą być objęte
odrębnym rodzajem licencji.

Masz przedwojenne pamiątki Legii? Kupiłeś coś na aukcji związanego z historią Legii lub sportu 
  warszawskiego i nie wiesz co to? 
  Napisz, przyślij zdjęcie, pochwal się, a ja pomogę odkryć Ci historię tego przedmiotu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *